Justyna & Rafał

fotoreportaż ślubny Justyny i Rafała

Na temat tego fotoreportażu, zresztą jak i każdego innego, można by napisać kilkadziesiąt, o ile nie kilkaset, dobrych słów. Fenomenalna atmosfera i niewiarygodnie pozytywnie nastawieni ludzie. Kapitalna współpraca realizatorska z Marcinem Figurą. Kolejne ujęcia w obszernym fotoreportażu idealnie komponowały się w ostatnich promieniach rozgrzanego jeszcze słońca. Delikatny, wrześniowy powiew dodawał ulgi i pozostawiał po sobie moc kreatywności. Zapraszam.

Czytaj dalej...

Fotograf

Urodziłem i wychowałem się w Oświęcimiu, tutaj też postawiłem pierwsze kroki w fotografii. W końcowych latach komuny, jakimś cudem, kilku osobom udało się stworzyć w Młodzieżowym Domu Kultury niewielkich rozmiarów ciemnię fotograficzną, otwartą dla takich młodych zapaleńców jak ja. To było pierwsze zetknięcie z aparatem, kliszą, koreksem, kuwetą, powiększalnikiem, suszarką ... pierwsze zetknięcie, które pozostawiło na wiele lat niedosyt i pragnienie naciskania spustu migawki, aby tworzyć obrazy i utrwalać chwile. W tamtych czasach fotografię się czuło, miała swój "smak i zapach". Błony fotograficzne dostępne w sklepie na "rogu" kosztowały często kilka męczących wypadów do skupu makulatury. Szanowało się każdą z dwudziestu czterech, a przy odrobinie szczęścia jedną z trzydziestu sześciu klatek filmu. Dobrze się człowiek zastanowił zanim wyzwolił migawkę i usłyszał charakterystyczne "pstryk ...". Co zaradniejsze osoby po skomponowaniu ostatniego kadru mknęły do domu i w "łazienkowej ciemni" w koreksie wypełnionym fotograficzną chemią wywoływały czarno-biały film ...

Świat się zmienił, fotografia nie pozostała bierna. Z wysłużonej Smieny, poprzez Yashikę, Zenitha - przyszedł czas na cyfrę. Fotografowanie stało się łatwiejsze, tańsze, powszechniejsze. Ludzie tego nie mówią głośno, ale elektronika miejscami "uśmierciła" sztukę tworzenia obrazu, po której często pozostało tylko puste "pstryk...". Miliony cyfrowych zdjęć na kilkudziesięciu płytach, dyskach i innych nośnikach danych. Powielająca się w nieskończoność, tysięczna fotka tej samej osoby, w tym samym miejscu, nierzadko w tych samych okolicznościach. Wszak to takie proste. Zapominamy, a niekiedy nie znamy pojęcia kompozycji, światła, głębi, ostrości. Najbardziej w tym wszystkim żal mi albumów kupionych w dobie cyfrowej fotografii - bo świecą pustkami.

Czytaj dalej...